Recenzja albumu

Album zaprzepaszczonej szansy.

Wartość zbiorów dokumentów czy fotografii XIX w dla dziejów rodów polskich ma kolosalne znaczenie zarówno dla domorosłych, jak też zawodowych genealogów i historyków zajmujących się tą tematyką. Fotografie tych wielkich i mniejszych przedstawicieli historycznych rodzin kolekcjonował przez dziesiątki lat niezwykły człowiek: Janusz Przewłocki h. Przestrzał (1927-2007). W jego życiorysie o arystokratycznych rodzinnych koneksjach znalazło się miejsce na Armię Krajową, działalność wydawniczą w Instytucie Wydawniczym PAX (edycja znakomitych staropolskich i nowożytnych pamiętników), udział w demokratycznej opozycji PRL oraz dokumentowanie historii w Związku Sybiraków. To tylko najważniejsze elementy jego biografii, która w formie nagranych wspomnień ukazała się pt. Nic ponad przydatność i została powtórzona w albumowym wydaniu fragmentu kolekcjonerskiej spuścizny po zmarłym1. Kolekcja Janusza Przewłockiego składająca się z tysięcy fotografii arystokracji, ziemiaństwa, dworów i pałaców stanowi dziś wyjątkowy dokument historyczno-ikonograficzny (nie ma takiej drugiej w powojennych dziejach). Jej twórca włożył dużo pracy, aby je ożywić poprzez możliwie jak najpełniejsze opisy. Niewielką część tej spuścizny w postaci 224 fotografii wydał Ośrodek „Karta” wraz z „Domem Spotkań z Historią”. Z „Kartą” Janusz Przewłocki przez kilkanaście lat współpracował w ramach Archiwum Wschodniego. Tuż przed jego śmiercią Ośrodek „Karta” zorganizował w „Domu Spotkań z Historią” w czerwcu 2007 roku wystawę wybranych fotografii ze zbiorów autora pt. Wokół pałacu i dworu. Odniosła ona ogromny sukces zarówno pod względem organizacyjnym, jak i prezentacji. Wydawać się mogło, że wydany album o tej samej tematyce ma szansę utrwalić to, co pokazała na krótko ekspozycja. Jednak w wyniku choćby pobieżnej jego analizy pojawiają się poważne wątpliwości, co do intencji wydawców.
W albumie został wykorzystany tekst Janusza Przewłockiego Zbiór z przypadku opublikowany jeszcze w PRL w nieistniejącym dziś piśmie „Fotografia” (nr 3/45/1987, s. 37-39). Publikacja tego wstępu miała za zadanie objaśnić ideę całej kolekcji. „Karta” nie zaznaczyła jednak, skąd ten tekst pochodzi, a co gorsza, dokonała daleko idących ingerencji w jego treść łącznie ze zmianami i przestawieniami, opatrując to wszystko niczym nie znaczącą wzmianką „skrócony tekst z 1986” (!). W istocie jest to całkowicie jego nowa redakcja. Szkoda że nie podano, przy okazji informacji dostępnych w archiwum Janusza Przewłockiego, czyje zbiory złożyły się w znacznym stopniu na jego kolekcję.
Nie jest zrozumiały do końca klucz doboru fotografii (poza wątpliwym w wielu przypadkach układem chronologicznym podług sugerowanej datacji 1863-1940), jakim się kierowało wydawnictwo i to zarówno w sposobie ich rozmieszczenia w książce, jak i tematyce. Generalnie dominują zdjęcia portretowe, ponadto rodzinne, sceny z życia towarzyskiego (np. bale, polowania czy zabawy). Całkowity jest brak zdjęć z życia codziennego rezydencji ziemiańskiej, na którą składało się przecież zaplecze gospodarskie. Dobór kilku zdjęć zastanawia, bowiem nie mają one nic wspólnego z arystokracją, dworami czy pałacami. Cóż bowiem łączyło z tym środowiskiem (poza szlacheckim pochodzeniem) przywódcę Front Morges, byłego premiera Ignacego Paderewskiego, rezydującego podówczas w Szwajcarii? Tym bardziej nawet piękna fotografia weteranów powstania styczniowego z 1938 r. nie miała nic wspólnego z tematyką ziemiaństwa, zwłaszcza że lista nazwisk żyjących z tego okresu kombatantów jest nietrudna do odszukania nawet dla początkującego historyka.
Fotografie zostały przygotowane do druku najtańszą metodą poprzez skanowanie. Taki zabieg unifikacyjny w odróżnieniu od metody przefotografowywania, stosowanej przy wydawnictwach albumowych zdjęć artystycznych, doprowadził do sprowadzenia prezentowanych tu zdjęć do jednej kolorystyki w różnych odcieniach sepii. Odbiorca otrzymał tylko pozornie zbliżony obraz starej fotografii w porównaniu z rzeczywistymi znajdującymi się w zbiorze. Powstał cukierkowaty baśniowy świat w innej niż oryginały tonacji, nie mający wiele wspólnego z rzeczywistymi fotografiami, które zostały naturalnie „podrasowane”. Taki zabieg nie byłby właściwy nawet dla katalogu aukcyjnego tych fotografii. Natomiast w pełni sprawdza się w wydawnictwach i almanachach genealogicznych. Tak zaprezentowane fotografie nie oddają w pełni ducha epoki, w której powstały. Co gorsza, nie wiadomo, jaka jest ich skala rzeczywista, które z nich zostały zmniejszone, a które powiększone. Można było to przecież dyskretnie zaznaczyć przy każdej z nich za pomocą maleńkiej lupy z odpowiednim znaczkiem „minusa” czy „plusa” i przede wszystkim podać wymiary rzeczywiste prezentowanych obiektów.
Wiele do życzenia pozostawia typografia albumu. Już na jego okładce użyto do tytułu aż trzech różnych krojów pisma, co świadczy o braku koncepcji graficznej. Zastosowanie formy stylizowanych podpisów pod każdym zdjęciem za pomocą czcionki kursywy miało zapewne nadać tu artystyczną manierę, a stało się dla czytelnika poważnym utrudnieniem. W rezultacie podpisy stały się mało czytelne i męczące dla oczu nie tylko dla osób starszych, będących głównym odbiorcą albumu, ale również dla średniego pokolenia. A wystarczyło dobrać w miarę czytelną czcionkę wzorując się na jednej z wielu starych fotografii zawierających całkiem widoczne i wyraźne podpisy bez silenia się na oryginalność. To samo odnosi się do numeracji stron, prawie nieczytelnej i zmuszającej do wytężenia wzroku.
Janusz Przewłocki był nie tylko kolekcjonerem, ale historykiem fotografii. W albumie wydawcy zapomnieli o tym ostatnim. Przy prezentacji zbiorów fotograficznych zarówno w ściśle wydawnictwach naukowych, jak i wydawnictwach okolicznościowych integralną częścią każdego zdjęcia jest informacja o zakładzie fotograficznym oraz data wykonania fotografii. W niniejszym albumie wprawdzie przy części fotografii, które zawierają na licu markę zakładu fotograficznego, można wyraźnie stwierdzić, kto jest ich autorem, ale już w przypadku występowania nazwy zakładu tylko na odwrocie względnie w postaci suchego wytłoku czy innej niewidocznej na licu sygnatury już to jest niemożliwe (np. artystyczne fotografie Zakładu Teodora Szajnoka we Lwowie na s. 17 i 24 czy fotografie Witolda Pikiela na s. 194-195). Nade wszystko zabrakło prostego indeksu zakładów fotograficznych, jakie każdy szanujący się wydawca zamieszcza na końcu takiego dzieła. Nigdzie nie zostały pokazane (choćby jeden czy dwa tytułem przykładu) odwrocia reprodukowanych zdjęć. Natomiast daty występują tu sporadycznie, o ile były na fotografii, względnie nie były wzięte przez wydawcę pod uwagę. Ustalenie ich w przypadku zdjęć autorskich zakładów fotograficznych jest dość proste dzięki literaturze pomocniczej. Wydawcy popełnili kardynalny błąd zaniechania, gdyż nie jest to tylko album ludzi czy miejsc, ale również fotografii artystycznych, co jest drugim i równorzędnym walorem tej kolekcji.
Wystarczyło zwyczajnie sięgnąć do koncepcji podobnych istniejących na rynku wydawniczym albumów. Nie chodzi tu bynajmniej o fachowe katalogi fotograficzne zbiorów czy wystaw2, ale o popularne albumy innych wydawnictw3. Wspomniany w przypisie album „Ziemianie …”, nie tak efektowny i kontrowersyjny graficznie, stonowany w barwach, z fotografiami wmontowanymi w tekst, zawiera wiele wymaganych elementów podstawowych dla tego rodzaju dzieła, a więc: spis fotografii, ich dokładny opis na końcu, przybliżone choćby datowanie oraz ewentualne dane zakładu fotograficznego. Tego wszystkiego zabrakło w albumie wydanym przez „Kartę” choćby w postaci zwyczajnego spisu ponumerowanych fotografii.
Nieodłączną częścią zbioru fotografii Janusza Przewłockiego były informacje dotyczące opisywanych na nich postaci zawarte na odwrocie każdego zdjęcia. Były one pisane ręką właściciela kolekcji na podstawie własnych porównań czy ustaleń względnie informacji osób z tego rodu, co bywało zaznaczane. Wypadałoby zaprezentować choćby przykład takiej informacji, jak ona wyglądała, niekoniecznie w centralnej części albumu, celem uwzględnienia wieloletniej pracy twórcy kolekcji. Są to już dziś wiadomości archiwalne powołujące się niekiedy na historyczne nazwiska. Jak ważny był dla autora kolekcji pełny opis niektórych fotografii, wystarczy zajrzeć do Polskiego Słownika Biograficznego, aby zrozumieć, jak wiele znaczy pominięty w albumie opis postaci Edwarda Raczyńskiego „w stroju żuawa papieskiego” na s. 15.
Naturalną rzeczą przy tego rodzaju albumach czy kolekcji, przy nagromadzeniu setek czy tysięcy opisywanych postaci, są pominięcia względnie inne pomyłki. Jednakże wymienione poniżej błędy, wychwycone podczas pierwszej lektury dzieła powstały w przeważającej części wskutek zaniedbania wydawnictwa, które nie przywiązywało dużej uwagi do reprodukcji verso fotografii (choćby dla celów własnych archiwalnych i warsztatowych), wnikliwej lektury tekstów na odwrocie, zatrudnienia redaktorów z prawdziwego zdarzenia znających chociażby pobieżnie opisywaną tematykę i metodę prezentacji fotografii artystycznych, realia epoki oraz orientujących się w genealogii i historii oraz edytorstwie tego rodzaju albumów.
Błędy merytoryczne wynikające z wadliwego opisu można z grubsza podzielić na kilka typów:
1) Ogólnikowo podpisane fotografie względnie pominięte opisy lub zmienione opisy, choć informacje były w większości na oryginałach:
s. 6 – Maria z Kwileckich (1870-1953), córka Mieczysława i Marii z Mańkowskich, żona Adama Żółtowskiego z Jarogniewic;
s. 13 -drugi stolik (środkowy) winno być: Dom w Bad Pyrmont, Przy stoliku od lewej Potoccy: Antoni (1841-1909), Teresa z Sapiehów Przemysławowa Potocka (1811-1895), Cecylia (1822-1893) i Stanisław (1837-1884);
s. 17 – całkowicie pominięty opis odautorski (…) rząd 1: preceptorzy; rząd 2: Jadwiga z Sanguszków Sapieha (1830-1918), bona i Jadwiga z Zamoyskich Sapieha (1806-1890) z Teresą Sanguszko (1864-1954), późniejszą żoną siedzącego niżej Leona oraz Paweł (1860-1934); rząd 3: Adam Sapieha (1828-1903) z przyszłym kardynałem Adamem Stefanem (1867-1951) i pozostałymi dziećmi: Heleną (1857-1947), późniejszą Stadnicką, Janem (1865-1954), Leonem (1856-1893), Marią (1855-1929), późniejszą Żółtowską, i Władysławem (1853-1920) oraz preceptor;
s. 37 – Żytomierz 1893 fotografia rodziny Łubieńskich, wkrótce po ślubie; stoją od lewej Tomasz (1865-1950), Tadeusz (1860-1918), pan młody, Wincenty (1862-?); siedzą od lewej Piotr (1847-1899), Zofia z Klukowskich (1875-1924), panna młoda, Paweł (1817-1892) i Józef (1849-1913);
s. 42 – przedstawiony na fotografii Andrzej Żółtowski nie odpowiada osobie opisanej w indeksie. Być może jest to ktoś inny z tego rodu o tym imieniu, ale nie z gałęzi niechanowskiej;
s. 56 – całkowicie pominięty opis fotografii! Stoją od lewej Zofia z Załuskich Stanisławowa Wysocka (1854-1939), Edward Raczyński (1847-1926), Emilia z Mielżyńskich Stanisławowa Łącka (1873-1949), Jadwiga z Załuskich Hektorowa Kwilecka (1858-1923) i Zdzisław Czartoryski (1858-1909); siedzą od lewej: Konstanty Przezdziecki (1846-1897), Ludwika z Wodzickich Michałowa Sobańska (1857-1944), Michał Sobański (1858-1934) i Gabriela z Mielżyńskich Józefowa Jezierska (1871-1939);
s. 64 — Broel-Platerowie (…) z synami: Henrykiem (1876-1910?), Zygmuntem (1870-1934), Edwardem (1871-1958), Konstantym (1872-1927) i Józefem (1874-1944) [kolejność wymaga jeszcze skorygowania z opisem na odwrocie oryginału];
s. 117 – Zamoyscy z Podzamcza: (…) Maria Teresa (1894-1953), późniejsza Jezierska; Stanisław, Maria Józefa (1887–1961) [zamiast Maria], późniejsza primo voto Karolowa Radziwiłłowa, secundo voto Janowa Bispingowa, Maria Izabela (Róża) (1891-1957), późniejsza Stefanowa Brzozowska [zamiast Maria Elżbieta], Jan Kanty, Franciszek, Maria Karolina (1896-1968), późniejsza żona Renier Bourbona Sycylijskiego;
s. 131 – od lewej dwaj stojący w cylindrach: Władysław Leon Zamoyski z Pilczyc (na krawężniku) i Seweryn Czetwertyński (1873-1945) (na jezdni); s. 189 – za Zofią Zamoyską stoi Róża Żółtowska (1913-1976), późniejsza ordynatowa Janowa Zamoyska. Fotografia sprzed 1938.
2) Pomylone względnie pominięte osoby, głównie w obrębie rodziny:
s. 8 — sylwetki członków rodziny Grocholskich: pierwsza z lewej to córka (nie synowa!) Zofii, też Zofia (1889-1969), póź­niejsza żona Franciszka Krasickiego z Bachórca;
s. 38 – w istocie jest to Stanisław Rey (1867-1898), syn Stanisława i Wilhelminy z Głogowskich, żonaty z Cecylią Potocką z Rymanowa;
s. 47 – zamiast Karola Potockiego (to imię w ogóle nie było używane w tej gałęzi rodu) winno być Antoni (1880-1952);
s. 129 – na fotografii pośrodku znajduje się Władysław Zamoyski (1873-1944) z Grzacka [nie jego imiennik z Pilczyc];
s. 154 – pominięto stojących u dołu schodów dwóch młodych Czetwertyńskich: (od lewej) Stanisława (1910-1997) i Jerzego (1907-1997);
s. 158 (s. 237) – w drugim rzędzie po prawej stronie Jerzego Hutten-Czapskiego stoi Krystyna z Czapskich Potulicka, a następnie Konstancja Przewłocka, a dopiero za nią Róża Hutten-Czapska;
s. 186/187 — trzeba zmienić numery rozpoznanym osobom. W pierwszym [umownym] rzędzie od lewej: trzeci to Ludwik Czetwertyński, czwarty Jerzy Potocki, piąty Karol Radziwiłł, szósty Hieronim Radziwiłł;
s. 235 (s. 53) – winno być Zofia z Załuskich Wysocka, z synem Henrykiem Wysockim (1884-1969) [zamiast Załuskim].
3) Poprzekręcane nazwiska lub pomylone osoby:
s. 26 — rzeczywiste nazwiska duchownych winny brzmieć kolejno: Tomasz Brzeska [nie Brzeski] (1818-1900), Eugeniusz Funcken, Piotr Semenenko (Semeneńko) [nie Lemeneńko] (1814-1886), Julian [nie Juliusz] Feliński (1826-1885), Hieronim Kajsiewicz [nie Kapsiewicz] (1812-1873), Walerian Przewłocki (1828-1895), Karol Kaczanowski (1800-1873) i Aleksander Jełowicki [nie Jadowicki] (1804-1877). Ponadto pominięto najważniejszą historycznie informację, że są to księża zmartwychwstańcy w roku 1871;
s. 136 – fotografia przedstawia Mieczysława Kwileckiego (1833-1918) z Oporowa [a nie Karola Załuskiego];
s. 198 – winno być w takiej kolejności: Zofia Zamoyska, Zdzisław Zamoyski, Eleonora Sapieha, para młoda, Lew Sapieha. Siedzą: Jan Bławdziewicz i Izabela Sapieha;
s. 229 – winno być Jan Tomasz [a nie Jan Józef] Lipski.
4) Opisy nieadekwatne do przedstawionej fotografii:
s. 13 – błędnie dodano słowo „letniskowy” przy opisie domu;
s. 43 – podpisano błędnie 13 osób zamiast 12;
s. 61 – winno być: Jan Marcin Falewicz, Arkon (w czapce korporanckiej);
s. 105 – podpis nie odpowiada temu, co widać na fotogra-fii;
s. 158 (237) – użyto przestarzałego słowa „giermek” [zamiast „lokaj”];
s. 193 – w pałacu w Wilanowie [nie w Warszawie];
s. 172 – winno być: „pierwsza z lewej na środku wozu”;
s. 198 – nowożeńcy stoją na tle zachowanego do dziś Pa­łacyku Warszawskiego Klubu Myśliwskiego przy ul. Kredytowej w Warszawie (w Warszawie nie było Pałacu Kupieckiego tylko Resursa Kupiecka, a sam pan młody był członkiem elitarnego Klubu Myśliwskiego).

Marienbad, 1889 rok (podpis z albumu, s. 56)

Podpisy pod oryginalną fotografią Marienbad, 1889 rok.
Z bardziej rażących błędów ortograficznych czy literówek dadzą zauważyć się w tekście:
s. 8 – winno być landa (rodzaj powozu) [zamiast „lauda”];
s. 14 – winno być Mała Wieś;
s. 91 – winno być d’Orleans [zamiast „Orkam”!];
s. 147 – winno być Turczynowe [nie „Turczynowo”];
s. 150 – winno być Rzyszczewska;
s. 188 – Cannes [nie Cannas];
s. 192 – Prėbailly [nie Prebailly];
s. 193 – winno być urzędnik z Wilanowa [„Will” – sic\\;
s. 195 – na tej stronie zastosowano dwa różne rodzaje lite­ry „r”…;
s. 239 – Dembiński Antoni (1844-1875), syn Eustachego i Wandy z Bobowskich [nie „Bobkowskich”!];
s. 243 ­ Gottschall (nazwisko prawnej matki Edwarda Raczyńskiego);
s. 245 – Sobański Marceli (1833-?), syn Hieronima i Anny z Dzierżków [nie „Dzierązków”!].
Nazwisko Poletyło powinno być zaznaczone z obocznością w indeksie (Poletyłło), a w przypadku występujących tu Przezdzieckich przyjęła się pisownia właśnie taka [nie „Przeździecki”].

Żytomierz. Zdjęcie wykonane z okazji ślubu Tadeusza Łubieńskiego z Zofią z Klukowskich (podpis z albumu, s. 37)

Podpisy na odwrocie oryginalnej fotografii ze ślubu Tadeusza Łubieńskiego z Zofią Klukowską
Jednak najbardziej ucierpiały na opisie fotografie zbiorowe, na których występuje więcej niż 10 osób. Przykładowo z fotografii przedstawiającej rodzinę Radziwiłłów z Nieświeża na s. 168 w ogóle nie wynika, kto jest kim przynajmniej przy najważniejszych osobach z tego domu. Nie wiadomo, czemu fotografia ta nie doczekała się pełniejszego opisu przy końcu dzieła, w miejscu przeznaczonym specjalnie przez wydawców na opis tego rodzaju zdjęć. Z kolei fotografia na s. 83 nie wiadomo nawet, kogo przedstawia. Przykładem kompletnej bezradności wobec opisów fotografii zbiorowych wielkiego formatu jest przeredagowanie opisu ślubu Jolanty Czartoryskiej i Władysława Radziwiłła (s. 202-203), które w ogóle uczyniło go nieczytelnym. Na fotografii tej widoczne powinny być 52 osoby, z czego pierwsza (Krystyna Broel-Plater) na dużej reprodukcji w części albumowej została obcięta (jest natomiast na miniaturze przy opisach fotografii zbiorowych na s. 237). Redakcja przy opisie wyrzuciła wszystkie osoby nierozszyfrowane w ilości 17, pozostawiając tylko te znane i podając je w formie zbitki, mimo że goście weselni wcale nie stoją w rzędach. Skoro powtórzono fotografie zbiorowe przy dokładniejszych ich opisach w specjalnym rozdziale, to logiczną konsekwencją byłoby ponumerowanie występujących tam postaci na zdjęciach, co ułatwiłoby ich odczytywanie, a je same uczyniłoby czytelnymi i przejrzystymi.
Powyższe uwagi merytoryczne do poszczególnych opisów fotograficznych mogły powstać w dużej mierze dzięki porównaniu dostępnych jeszcze fotografii w zbiorach rodzinnych z wydanym albumem. Jednak większość kolekcji znalazła się już w zbiorach Muzeum Narodowego i konfrontacja taka będzie długo niemożliwa. Skala i zakres popełnionych przez „Kartę” błędów może jeszcze ulec zwiększeniu. Zgodnie z zasadami panującymi w tego rodzaju wydawnictwach tytuły szlacheckie zostały usunięte, jednakże wydawcy nie ustrzegli się niekonsekwencji pozostawiając przy obcych nazwiskach tytuły typu «comte» {«vicomte») lub wręcz kreując nowe „Książę… von Orkam”! (s. 91). Niektóre osoby występują tu ze zdrobnieniami w rodzaju „Imcia” czy „Rena”, a dziesiątki innych, które były w rodzinach odpowiednio nazywane zdrobnieniami, wprost przeciwnie. Tego rodzaju zdrobnienia były charakterystyczne dla wąskich rodzinnych kręgów i przenoszenie ich do tego rodzaju wydawnictw ma sens jedynie w przypadku, kiedy są to edycje przeznaczone dla rodziny lub monografie genealogiczne. Fakt, że nieliczne przyjęły się powszechnie (np. „Biszeta”, jak powtórzono wielokrotnie w albumie) nie oznacza, że należało stosować wybiórczą metodę podawania takowych. Wobec dużej ilości prezentowanych rodzin arystokratycznych (np. Potoccy, Radziwiłłowie, Tarnowscy czy Zamoyscy) bardziej wskazane było dodanie do poszczególnych postaci, zwłaszcza z licznie rozrodzonych domów, z jakiego majątku pochodzili (np. z Nieświeża, Ołyki, Chrząstowa, Wysocka czy Podzamcza). Nade wszystko jednak brakuje w samych opisach fotografii nazwisk panieńskich względnie, w przypadku dziewcząt, późniejszych ślubnych. Jest to o tyle niezrozumiałe, że nazwiska te są przeważnie podane w indeksie. W ten sposób jedna osoba na różnych zdjęciach jest różnorako podpisana, np. „Biszeta” z Branickich Radziwiłł raz figuruje jako córka Marii Branickiej – Maria Rozalia „Biszeta” (s. 11), a potem jako Maria Rozalia „Biszeta” Radziwiłł (s. 100), aż w końcu traci drugie imię pozostając Marią „Biszetą” Radziwiłł (s. 168). Zabrakło wyraźnie konsekwencji w opisie tych zdjęć, i to nie tylko tych. Brak nazwisk panieńskich powoduje też pewne niezrozumienie więzi łączących osoby na zdjęciach. W przypadku rodzin Aurelego Poletyło, Stanisława Dowgiałło i Stanisława Zamoyskiego (s. 10) informacja, że ich żony były z domu Potockie, wyjaśniałaby wspólną fotografię.
Zastosowanie w indeksie osób dat przy nazwiskach, informacji o rodzicach i współmałżonkach okazało się dość wybiórcze. Część osób jest z dodanymi żonami ,a inne nie są (cała grupa Grocholskich, na s. 204 oraz niektórzy Kwileccy i Zamoyscy), względnie zastosowano inne, nie korespondujące z formą rozwiązanie (np. Izabela z Krasińskich Brzozowska — winno być Brzozowska Izabela (1877-1960), córka Józefa Krasińskiego i Heleny ze Stadnickich, od 1901 żona Zenona Brzozowskiego). Niektórzy wymienieni są jako duchowni, inni nie (np. Jan Franciszek Czartoryski nieuwzględniony jako o. „Michał”, dominikanin wobec dokładniejszej notki przy Auguście Czartoryskim, bez podania informacji o przynależności tegoż do Salezjanów, czy wreszcie Kwilecka Gabriela, niewymieniona, jako s. „Monika”, niepokalanka). Malarz Józef Czapski został wyrzucony poza rodzinę i funkcjonuje jako odrębna postać. Odpowiedni zapis winien brzmieć: Czapski-Hutten Józef (Czapski Józef). Zaś odnośnik ogólny do nazwiska: Hutten-Czapski zob. Czapski-Hutten. Taka zasada cytowania nazwisk jest zgodna z tradycją Almanachu błękitnego Jerzego Sewera Dunin-Borkowskiego czy Armorial de la noblesse titrée polonaise Szymona Konarskiego. Posiada ponadto uzasadnienie historyczne i prawne. Dowolne cytowanie tego, a co gorsza kierowanie się nie do końca ustalonymi regułami współczesnego pisania nazwisk, gdzie przydomek staje się błędnie nazwiskiem, prowadzi do tworzenia nieznanych historycznie bytów. Również sposób prezentacji w indeksie rodzin Broel-Platerów i Plater-Zyberków poprzez oddzielenie ich od siebie pozostawia pewne wątpliwości, gdyż są to przedstawiciele jednego rodu. Absolutnie nie do przyjęcia jest umieszczanie w indeksie osób z rodziny Jordan-Stojowskich czy Luba-Radzimińskich podług ich przydomków, a nie nazwisk. Skoro autorzy zdecydowali się na formę „Hutten-Czapski”, to nic nie stało na przeszkodzie zastosować również „Swiatopełk-Czetwertyński”, gdyż jest to zbliżone formą (nie wspominając już o nazwiskach typu „Belina-Brzozowscy”). Nie tylko genealog czy historyk, ale osoba średnio poruszająca się nawet w Internecie potrafiłaby rozszyfrować znacznie więcej osób występujących w indeksie dodając daty i informacje. Dotyczy to przede wszystkim skorygowanych powyżej poprzekręcanych nazwisk księży zmartwychwstańców. Choćby też niektóre z wymienionych dalej postaci można było bowiem dodatkowo wzbogacić obok dat o informacje o ich stosunkach rodzinnych czy profesjach. Należą do nich m.in.: Krzysztof Cieszkowski (1855-1901), Andrzej Galica (1873-1945), Jan Marcin Falewicz (1867-1935), Emilia z Blochów Hołyńska (1870-1940), Władysław Korniłowicz (1884-1946), Tadeusz Koziebrodzki (1860-1916), Wło­dzimierz Łęski (?-1930); Helena z Turkułłów Mier (1837-?), Iza Mycielska (1904-1989), Jadwiga Poletyło (1862-1919), Jan Poletyło (1859-1918), Leopold Wojciech Poletyło (1812-1895), Róża Plater-Zyberk (1901-1986) czy Piotr Stachiewicz (1858-1923), malarz. Zastosowany schemat podawania nazwisk kobiet po mężu i pominięcie dla uniknięcia powtórzeń po raz kolejny nazwiska tegoż współmałżonka w braku stosownych objaśnień jest dla mało wyrobionego czytelnika nieczytelny. Nie podano jakiejkolwiek krótkiej zasady odnoszącej się do indeksu tuż przed nim. Ponadto zapomniano widać, że niektórzy mieli kilku współmałżonków (np. Magdalena z Kierżgajłów-Zawiszów Krasińska, secundo voto Wacławowa Mikołajowa Radziwiłłowa).
Wśród błędów występujących w indeksie (włączając w to informacje zawarte wcześniej) warto sprostować i uzupełnić niektóre informacje pominięte:
Dzieduszycka Jadwiga (1867-1941), od 1889 żona Witolda Czartoryskiego;
Grabowska-Goetzendorff Jadwiga (1830-1908), córka Konstantego Lubomirskiego i Katarzyny z Tołstojów, od 1853 żona Adama [zamiast Jadwiga Lubomirska];
Mielecki Prot, s. 127;
Niemojowski Jan (1883-1942), s. 127;
Niemojowski Jan (1888-1921), s. 127;
Niemojowski Jerzy (1888-1921), s. 127;
Rzyszczewska Ewa (1876-1966), córka Michała i Eufemii z Radziwiłłów;
Rudnicka Zofia, Halina i Wacław to dzieci Władysława i Kazimiery z Przewłockich, s. 108;
Sobański Feliks (1890-1965), jest również na s. 127;
Szembek Maria (1877-1951), od 1898 żona Jana Mycielskiego;
Wysocka Konstancja (1886-1979), jest również na s. 158 i 237;
Zamoyska Maria Róża (1898-1943), córka Władysława Leona i Zofii z Czetwertyńskich, od 1921 żona Mieczysława Kwileckiego, s. 172;
Zamoyski Władysław (1873-1944), syn Zdzisława i Marii Mężyńskiej, od 1900 mąż Marii Szwykowskiej, s. 129.
Ponadto sporej korekty wymaga przejrzenie, czy faktycznie pod danymi numerami figurują rzeczywiście osoby wymienione w podpisach fotografii (np. Zofie Grocholskie na s. 166 zamiast na s. 8). Wobec braku bibliografii przedmiotu nie bardzo wiadomo, na czym został oparty indeks – czy na zapiskach Janusza Przewłockiego, nie w pełni przecież uwzględnionych i wykorzystanych, czy też na literaturze genealogicznej pomocniczej polskiej (np. genealogie Edwarda Borowskiego), względnie niemieckiej, jak genealogie poszczególnych rodzin polskich zawarte w Genealogisches Handbuch des Adels).
W czasach PRL redaktorzy historycznych pamiętników wydawanych zarówno w PAX, jak i PIW żmudnie pracowali nad skorelowaniem tekstów i objaśnień do fotografii. Był wśród nich również Janusz Przewłocki. W dzisiejszych czasach każdy widać uważa, że może wydawać wszystko bez należytej wiedzy Smutnym przykładem było wydawnictwo „Twój Styl”, gdzie historyczne pamiętniki były wydawane bez jakichkolwiek objaśnień, nie mówiąc o indeksach czy tablicach genealogicznych. Niestety, w ten krąg wpisuje się „Karta”, która w sposób dyletancki podeszła do zagadnienia. Ciekawostką jest fakt, że album ten nie doczekał się żadnej oficjalnej promocji i dyskusji, mimo że od jego wydania upłynęło przeszło pół roku. Współwydawca książki „Dom Spotkań z Historią” zorganizował wprawdzie 7 maja 2009 roku coś na kształt promocji (wzmianka o tym spotkaniu w odróżnieniu od innych relacjonowanych i podanych w ramach kroniki zniknęła szybko ze strony internetowej „Domu Spotkań z Historią”). Była to zaledwie sentymentalna dyskusja nad ziemiaństwem polskim absolutnie niezwiązana z dziełem. Na jej koniec niżej podpisany wystąpił z krótką informacją o podstawowych błędach przy edycji albumu sprzecznych z postawą, jaką reprezentował Janusz Przewłocki. W odpowiedzi szef Ośrodka „Karta” Zbigniew Gluza stwierdził m.in., że „są to drobiazgi, a tak naprawdę dzieło nie ma charakteru naukowego…”. Takie nonszalanckie podejście do zagadnienia edycji fragmentu kolekcji Janusza Przewłockiego, wypaczyło jego idee związane z kolekcjonowaniem fotografii. Od wydawnictw tego rodzaju, co „Karta” oraz „Dom Spotkań z Historią”4 oczekuje się więcej niż albumu z ładnymi zdjęciami. Noblesse oblige. I nie tylko to. Zmarnowano bowiem pracę, jaką Janusz Przewłocki latami mozolnie wkładał w tworzenie swojej kolekcji, traktując całość nie tylko jako ładne wizualnie zdjęcia. Co gorsza, zamknięto na lata niepowtarzalną szansę rzeczywistego i wielostronnego pokazania zarówno ludzi pewnej epoki oraz warstwy społecznej, jak i artystów fotografików zaangażowanych w ten proces. Podobny album nie ma być bowiem zbiorem ładnych wizerunków, ale przede wszystkim powinien służyć kulturze polskiej i przyszłym pokoleniom zarówno formą, jak i zawartą w nim treścią.

© Tomasz Lenczewski & „Zeszyty Historyczne”. Instytut Literacki, Paryż, nr 169: 2009, s. 169-182. Fotografie pochodzą ze zbiorów ś.p. Janusza Przewłockiego. Tekst w trzech miejscach różni się od pierwodruku.
— — — — — — — — — — — — — — — — — — — — — — — — — — — — — — — — — — — — — — — — — — — — — — — — — — — — — — — — —
1 J. Przewłocki, Nic ponad przydatność, oprac. Z. Gluza, „Karta” 1998, nr 25, s. 66-89; idem, w: Wokół pałacu i dworu. Z kolekcji Janusza Przewłockiego, Warszawa 2009, s. 210-232.
2 Fotografie powstańców styczniowych w zbiorach Gabinetu Grafiki Zakładu Narodowego imienia Ossolińskich, Wrocław 2002; Mieszkańcy Warszawy w obiektywach fotografów XIX wieku: portrety ze zbiorów Działu Sztuki i Rzemiosł Artystycznych Biblioteki Publicznej m.st. Warszawy,Warszawa 2007; Powstanie styczniowe i zesłańcy syberyjscy: katalog fotografii ze zbiorów Muzeum Historycznego m.st. Warszawy, cl. 1-2, Warszawa 2004-2005.
3 Ziemianie: pomiędzy rzeczywistością a wspomnieniem, wstęp Tadeusz Chrzanowski, oprac. Agata Wolska, Kraków 1998.
4 Tym bardziej że „Dom Spotkań z Historią” jest współwydawca (wraz z Oficyną Wydawniczą „Rytm”) znakomitego i fachowo przygotowanego dwujęzycznego albumu W obiektywie wroga. Niemieccy fotoreporterzy w okupowanej Warszawie 1939-1945, wybór i oprac. zdjęć oraz materiału źródłowego, tekst komentarza Danuta Jackiewicz, Eugeniusz Cezary Król, Warszawa [2009].